niedziela, 7 kwietnia 2013

O3.

* Oczami Justina *

Jest sobota, zbudziłem się rano jak zazwyczaj, gdyż nie lubiłem przespać dnia.. Zawsze może zdarzyć się coś ciekawego.
Leżałem na łóżku z laptopem na kolanach i przeglądałem zdjęcia z wakacji.
Natknąłem się na zdjęcie z moją najlepszą przyjaciółką.. A właśnie.. :
Minęło sporo czasu odkąd rozmawiałem z Hope.- Odezwał się głos w mojej głowie.
Tęsknie za nią, tak bardzo tęsknie.
To wyżera mnie od środka.. Co prawda, nie mieliśmy miłego pożegnania, żałuję,
ale myślałem, że zadzwoni, napisze .... Jednak się przeliczyłem.
NIC .
Miałem złe przeczucia.. Nie wiedziałem co robić, a gdy raz próbowałem do Niej dzwonić.. Odrzuciła..
A co jeśli jej się coś stało? Nie jest jej dobrze? NIE, Justin puknij się w łeb..
Jej na pewno jest tam tak wspaniale, że zapomniała o mnie..
Ale z drugiej strony.. Jak mogła? Tyle razem przeżyliśmy ..
Dobra, Bieber, daj jej jeszcze trochę czasu.. Może musi się zaaklimatyzować.
Nagle z moich myśli wyciągnęło mnie walenie w drzwi. 
Kogo nosi tak rano? 
Zdjąłem mój przenośny komputer z kolan i poszedłem otworzyć drzwi. 
To co ( może raczej kogo ) zobaczyłem zwaliło mnie z nóg. 

- Hope? Co Ty tutaj robisz? - Otworzyłem szerzej drzwi i pokazałem jej gestem dłoni, że ma wejść do środka. Spojrzałem na nią. Tak dawno jej nie widziałem.. Chciałem ją wyściskać ... ale coś mi nie pasuje 
Była  cała zapłakana.. 
Oł Yeah Bieber, Twoje przeczucie się powiodło - znów ten wkurzający głos w mojej głowie.. 
- Justin, chce tutaj wrócić. - wydusiła w końcu z siebie gdy usiadła na moim łóżku. 
- Ale co się stało? - zlustrowałem ją wzrokiem. Dopiero teraz zauważyłem, że miała kilka siniaków na swoim drobnym ale zarazem zgrabnym ciele. Jej ubrania były całe podarte.. - Wpadłaś w krzaki z kolcami?- mentalnie uderzyłem się w głowę za to co powiedziałem a ona spiorunowała mnie wzrokiem- No mów w końcu co się stało. - Usiadłem obok niej i niepewnie chwyciłem jej dłoń. 
Dziewczyna wzięła głęboki oddech spoglądając w moje tęczówki i w końcu zaczęła swój monolog. 
- O-o-on mnie zgwałcił. Chce bym urodziła jego dziecko a potem mnie wywali na ulice lub z powrotem tutaj pod pretekstem, że nie radzą sobie ze mną! Justin, to boli, cholernie boli. - wyjąkała na jednym tchu. Mówiła to tak szybko, że musiałem chwile pomyśleć nad tym co mówiła. 
- Czekaj, ale kto? - spojrzałem na nią badawczo.. nie chciałem być  nachalny, wiem, że to ją boli
- Ten gnój Copper! - wyrzuciła ręce w powietrze
- Okeej, teraz mi powiedź ... jesteś z nim w ciąży? - ścisnąłem mocno jej dłoń, w duchu  modląc się by nie była to prawda. Proszę nie, proszę nie, proszę nie... 
- Nie - wypuściłem z ulgą powietrze, które tłumiło się we mnie przez kilkanaście sekund i rozluźniłem uścisk na jej ręce.- Justin .. - kontynuowała - Nie chce mieć jego dziecka w sobie .. 
Mam do Ciebie wielką prośbę - przerwała. Ja spojrzałem na nią pytająco unosząc jedną brew do góry, co pewnie wyglądało dość zabawnie, bo ona zachichotała- .. Ty zrób mi to dziecko- zamarłem... 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~                   **                   ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wiem, zwaliłam ; ____ ; Nie nadaję się do pisania .... Prawdopodobnie przerwę pisanie tego bloga ..
No chyba, że wam podobają się moje wypociny. Ogólnie PRZEPRASZAM, że nie dodawałam tu nic tak długo, ale wiecie .. emocje przed i po koncercie .. : ) 




                              CZYTASZ - KOMENTUJESZ 

wtorek, 29 stycznia 2013

O2.

Tydzień minął bardzo szybko. Spędziłam go z moimi przyjaciółkami z ośrodka.
Dziś z rana spakowałam moje rzeczy do walizki i czekałam na przyjazd rodziców. Nagle zapukała pani Charlotte, powiedziała, że mam iść się szybko pożegnać z innymi i zejść na dół, gdyż Państwo Copper już czekają na mnie. Wzięła moją walizkę i poszła..
Postanowiłam, że pójdę do Justina. Dawno z nim nie rozmawiałam i chce się z nim pożegnać.
Stanęłam przez jego drzwiami i zapukałam.. Otworzył je a gdy mnie zobaczył przewrócił oczami.
- Cześć.. Coś ważnego masz do powiedzenia? Zajęty jestem.- powiedział bez uczuć.
- Chciałam się tylko z Tobą pożegnać- zrobiłam smutną minę i wysunęłam wargę do przodu by Go rozbawić, lecz bez skutku.
- Ach.. no przykro, to będę tęsknił i pa.- powiedział to tak oschle, że moje oczy się zaszkliły.
- Pa..- odwróciłam się i poszłam do rodziców na dół. Przywitałam się z nimi i pożegnałam z opiekunką po czym usiadłam na tylnych siedzeniach samochodu.
Pani Charlotte rozmawiała jeszcze chwilę z mamą i tatą a ja spojrzałam w okno Justina.
Stał tam, ale gdy zobaczył , że patrzył automatycznie schował się.
Zanim się spostrzegłam dojechaliśmy do domu. Był taki duży i piękny. Zakwaterowałam się tam bardzo szybko a czas leciał mi błyskawicznie.
Moi nowi rodzice byli kochani i było mi z nim dobrze.
Pewnego dnia tata miał wolne, a mama poszła do pracy. Gdy czytałam książkę wszedł do mojego pokoju.
Podniosłam wzrok z niej na tatę. Patrzył się na mnie w dziwny sposób..
- Czy coś się stało?
- Nie, ale słuchaj mnie teraz uważnie..- wbił we mnie złe spojrzenie.Wiedziałam, że coś się święci ..
- No słucham..
- Jak wiesz, Twoja matka jest bezpłodna, a ja chce mieć własne, spłodzone przeze mnie dziecko..
Zastanawiałam się po co on mi to mówić, ale nie chciałam mu przerywać więc poczekam, aż będzie kontynuował.. On usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem. Zadrżałam..
- Przydasz mi się.. Będziesz nosić moje dziecko, potem oddasz mi i Frances.-
Cała zdrętwiałam i odsunęłam się od Niego. On przesunął się jeszcze bliżej mnie i nacisnął swoim ciałem na moje.
- Nie odsuwaj się idiotko.- pogładził mnie po policzku 
Kurwa, czy to sen?! 

                                                                       * ~~ *
                                  Następny rozdział dodam jak będzie 1O kom . :) 

niedziela, 27 stycznia 2013

O1.

Była 2 w nocy. Cały ośrodek spał. Szłam cicho korytarzem by nikogo nie zbudzić, zwłaszcza opiekunów. W głowie kłębiło mi się tylko wydarzenie z przed 3 lat. Dlaczego tylko ja przeżyłam?Czy Bóg nie mógł mnie zabrać razem z rodzicami?! Po co w ogóle jechaliśmy po te prezenty na Boże Narodzenie..
Od tamtego czasu mam straszną pustkę w sercu, której nikt nie potrafi zatkać. Za to mam tutaj kilkoro przyjaciół których kocham.
Stanęłam przed drzwiami jednego z nich. Drzwi były otwarte więc postanowiłam wejść.
- Cześć.. śpisz? - wyszeptałam uchylając drzwi.
- Ooo, Hope, nie, wejdź proszę. - posłał mi ospały uśmiech.- Przekazałem Ci informację od Pani Charlotte?
- Nie, a o co chodzi?.-  usiadłam obok niego na łóżku.
- Państwo Copper szukają córki, i wybrali Ciebie, jutro o 1O masz rozmowę z nimi.
- Na prawdę?!
- Tak, po rozmowie przyjdź mi wszystko opowiedzieć.. A Hope.. Ty znów spać nie możesz?- spojrzał na mnie z góry.
- Właśnie nie mogę, to nadal strasznie boli.. Niedługo minie równe 3 lata od ich śmierci a ja nadal pamiętam ten straszny widok zmasakrowanych ciał.- w moich oczach pojawiły się łzy.
Justin objął mnie ramieniem po czym złapał mnie za brodę i uniósł moją głowę na wysokość jego twarzy.
- Słuchaj, wszystko będzie dobrze, nie płacz.. Masz mnie i innych przyjaciół.- uśmiechnął się do mnie. 
- Jak Ty możesz mówić, że będzie dobrze?! Moi rodzice niedługo obchodzą rocznicę śmierci, a Ty mi mówisz, że będzie dobrze?! Tak bardzo mi ich brakuje! - wstała z łóżka i stanęłam nad nim.- To nie mnie rodzice porzucili gdy byłam noworodkiem. Gdyby to inaczej się potoczyło nie odeszliby! Nie trafiłabym do tego zakichanego domu dziecka! 
Nigdy nie widziałam tak złego Justina.. Wstał, złapał moje włosy w garść i rzucił mną o ścianę. 
- Czyli mam rozumieć, że jestem śmieciem ?! - W jego oczach tryskała złość. Bałam się Go, widziałam jak nerwowo zaciska dłoń w pięść jakby chciał mnie uderzyć.- Wyjdź stąd!- szarpnął mnie za koszulkę od pidżamy i popchnął w stronę drzwi.
Z płaczem wbiegłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. 
Jak on mógł tak się zachować? Uh.. A może powiedziałam za dużo? Nie wiem.. Postaram się zasnąć i przespać się z tym.. Zamknęłam oczy na marne.. Godziny mijały a ja nie mogłam zasnąć, nagle po pokoju rozległ się dźwięk budzika.. Przeklęte śniadanie.. Postanowiłam, że na nie nie pójdę, zostanę w domu i zastanowię się jak mam rozmawiać z być może moimi przyszłymi rodzicami.. Po godzinie zapukała do drzwi moja ulubiona opiekunka Panna Charlotte. 
- Młoda Damo, Państwo Copper czekają na Ciebie, migiem się ubieraj i chodź do sekretariatu.- powiedziała to i poszła na dół. 
Migiem ubrałam się w jeansy i niebieską koszulkę w kratkę po czym zbiegłam do sali gdzie czekali już na mnie rodzice i nasza opiekunka.. Przywitałam się z nimi i usiadłam na krześle, położyłam ręce na udach i wbijałam w nie paznokcie z nerwów.. 
Po godzinie rozmowa przebiegła pomyślnie. Skocznie pobiegłam do swojego pokoju śpiewając pod nosem " Będę miała nowych rodziców"  Zabierają mnie stąd za tydzień, nie mogłam się już doczekać. 
Gdy schodziłam na obiad, postanowiłam wstąpić po Justina, jak to zawsze robiłam. 
- Justin!- Rzuciłam się na szyję, przepraszam za to wczoraj. 
On przewrócił oczami.- No dobrze, już dobrze.. Chodź na obiad..- ruszyliśmy w stronę stołówki.- Jak przebiegła rozmowa? 
- Bardzo dobrze! Oni są tacy mili i kochani, sądzę, że będę z nimi szczęśliwa. 
- No dobrze, a kiedy do nich jedziesz? 
- Już za tydzień. - spuściłam głowę w dół.- Będę za Tobą tęsknić, nie chce się z Tobą rozstawać.. 

                                                                     ~~

Nie podoba mi się ,_, mało akcji, ale gwarantuje, że w rozdziale 2 bądź 3 będzie się
duuuużo działo :) 

sobota, 26 stycznia 2013

Wprowadzenie.

Hope Black- 16 letnia dziewczyna, mieszka w domu dziecka znajdującym się w Kanadzie. 
Jej największym marzeniem jest mieć nowych kochających rodziców, i
chłopaka któremu będzie bezgranicznie ufała. 


 Justin Bieber- Za miesiąc kończy 18 lat, razem z Hope mieszka w domu dziecka, uwielbia jeździć na motorze, jego rodzice porzucili Go gdy ten miał 3 miesiące. 

~~





Cześć jestem Magda i zapraszam do czytania mojego nowego bloga, mam wielką nadzieje, że będzie się podobać. :)
Wszelkie prawa są zastrzeżone.