niedziela, 27 stycznia 2013

O1.

Była 2 w nocy. Cały ośrodek spał. Szłam cicho korytarzem by nikogo nie zbudzić, zwłaszcza opiekunów. W głowie kłębiło mi się tylko wydarzenie z przed 3 lat. Dlaczego tylko ja przeżyłam?Czy Bóg nie mógł mnie zabrać razem z rodzicami?! Po co w ogóle jechaliśmy po te prezenty na Boże Narodzenie..
Od tamtego czasu mam straszną pustkę w sercu, której nikt nie potrafi zatkać. Za to mam tutaj kilkoro przyjaciół których kocham.
Stanęłam przed drzwiami jednego z nich. Drzwi były otwarte więc postanowiłam wejść.
- Cześć.. śpisz? - wyszeptałam uchylając drzwi.
- Ooo, Hope, nie, wejdź proszę. - posłał mi ospały uśmiech.- Przekazałem Ci informację od Pani Charlotte?
- Nie, a o co chodzi?.-  usiadłam obok niego na łóżku.
- Państwo Copper szukają córki, i wybrali Ciebie, jutro o 1O masz rozmowę z nimi.
- Na prawdę?!
- Tak, po rozmowie przyjdź mi wszystko opowiedzieć.. A Hope.. Ty znów spać nie możesz?- spojrzał na mnie z góry.
- Właśnie nie mogę, to nadal strasznie boli.. Niedługo minie równe 3 lata od ich śmierci a ja nadal pamiętam ten straszny widok zmasakrowanych ciał.- w moich oczach pojawiły się łzy.
Justin objął mnie ramieniem po czym złapał mnie za brodę i uniósł moją głowę na wysokość jego twarzy.
- Słuchaj, wszystko będzie dobrze, nie płacz.. Masz mnie i innych przyjaciół.- uśmiechnął się do mnie. 
- Jak Ty możesz mówić, że będzie dobrze?! Moi rodzice niedługo obchodzą rocznicę śmierci, a Ty mi mówisz, że będzie dobrze?! Tak bardzo mi ich brakuje! - wstała z łóżka i stanęłam nad nim.- To nie mnie rodzice porzucili gdy byłam noworodkiem. Gdyby to inaczej się potoczyło nie odeszliby! Nie trafiłabym do tego zakichanego domu dziecka! 
Nigdy nie widziałam tak złego Justina.. Wstał, złapał moje włosy w garść i rzucił mną o ścianę. 
- Czyli mam rozumieć, że jestem śmieciem ?! - W jego oczach tryskała złość. Bałam się Go, widziałam jak nerwowo zaciska dłoń w pięść jakby chciał mnie uderzyć.- Wyjdź stąd!- szarpnął mnie za koszulkę od pidżamy i popchnął w stronę drzwi.
Z płaczem wbiegłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. 
Jak on mógł tak się zachować? Uh.. A może powiedziałam za dużo? Nie wiem.. Postaram się zasnąć i przespać się z tym.. Zamknęłam oczy na marne.. Godziny mijały a ja nie mogłam zasnąć, nagle po pokoju rozległ się dźwięk budzika.. Przeklęte śniadanie.. Postanowiłam, że na nie nie pójdę, zostanę w domu i zastanowię się jak mam rozmawiać z być może moimi przyszłymi rodzicami.. Po godzinie zapukała do drzwi moja ulubiona opiekunka Panna Charlotte. 
- Młoda Damo, Państwo Copper czekają na Ciebie, migiem się ubieraj i chodź do sekretariatu.- powiedziała to i poszła na dół. 
Migiem ubrałam się w jeansy i niebieską koszulkę w kratkę po czym zbiegłam do sali gdzie czekali już na mnie rodzice i nasza opiekunka.. Przywitałam się z nimi i usiadłam na krześle, położyłam ręce na udach i wbijałam w nie paznokcie z nerwów.. 
Po godzinie rozmowa przebiegła pomyślnie. Skocznie pobiegłam do swojego pokoju śpiewając pod nosem " Będę miała nowych rodziców"  Zabierają mnie stąd za tydzień, nie mogłam się już doczekać. 
Gdy schodziłam na obiad, postanowiłam wstąpić po Justina, jak to zawsze robiłam. 
- Justin!- Rzuciłam się na szyję, przepraszam za to wczoraj. 
On przewrócił oczami.- No dobrze, już dobrze.. Chodź na obiad..- ruszyliśmy w stronę stołówki.- Jak przebiegła rozmowa? 
- Bardzo dobrze! Oni są tacy mili i kochani, sądzę, że będę z nimi szczęśliwa. 
- No dobrze, a kiedy do nich jedziesz? 
- Już za tydzień. - spuściłam głowę w dół.- Będę za Tobą tęsknić, nie chce się z Tobą rozstawać.. 

                                                                     ~~

Nie podoba mi się ,_, mało akcji, ale gwarantuje, że w rozdziale 2 bądź 3 będzie się
duuuużo działo :) 

4 komentarze: